Pytają, czy się tnę. Nic dziwnego. Dzisiaj wiele osób to
robi. Wiele bez konkretnego powodu. Tylko żeby zaimponować przyjaciołom. A
przecież wystarczyłoby, żeby któryś z tych przyjaciół powiedział: „Co ty
robisz, do cholery? To głupie!” i kilka osób przestałoby.
Kiedyś postanowiłam policzyć. Tak z czystej ciekawości. Ile osób, które znam, to robi. Wyszło mi około siedemnastu. W tym połowa z mojej klasy. Mam rocznikowo czternaście lat. Chodzę do pierwszej gimnazjum. Spora część mojej klasy robi sobie krzywdę. Jedna dziewczyna zrobiła to po kłótni z matką. Jeden raz. Następnego dnia w szkole powiedziała o tym pięciu osobom. Jeden chłopak zrobił to, żeby przekonać swoją dziewczynę, żeby przestała. Myślał, że go powstrzyma. Wiedziało o tym parę osób, które przy tym były. Jedna dziewczyna robi to z poczucia bezsilności. Inna, bo ma problemy w domu. Jeszcze inna zrobiła to raz. Nie wiem dlaczego. Kolejna chyba dlatego, że życie wydaje jej się bez sensu. Jedna z dwóch osób, które dostały ode mnie solidny ochrzan. I ostatnia osoba z mojej klasy. Chłopak. On z kolei w ten sposób rozładowuje emocje. Jego też ochrzaniłam. I to jedyna osoba, którą się przejęłam. Ktoś, kto uważa, że cięcie się jest głupie, może nie zrozumie, dlaczego się przejęłam.
Wiecie, po czym rozpoznać, czy ktoś się tnie na poważnie? Nie chwali się tym. Dzień po zrobieniu sobie krzywdy nie mówi pięciu osobom. Wiecie, co jest najzabawniejsze? Tylko jedna z osób, o których wiem, nie powiedziała mi. Sama zauważyłam, bo była nieostrożna.
Ten art nie do końca jest o głupocie ludzi, którzy się tną. Jestem hipokrytką. Otwarcie nie pochwalam tego. Prywatnie niby wiem, że to złe, ale nie jestem o tym przekonana. Otwarcie nie pochwalam, ponieważ uważam, że większość nie powinna tego robić. Wiele osób robi to z czystej głupoty. A ja?
Pytają, czy się tnę. Bez wahania odpowiadam, że nie. Nie ich sprawa.
Nie zawsze tak było. Kiedyś byłam jedną z osób, o których wszyscy wiedzieli, że się tną. Próbowałam przestać. Najdłuższą przerwę miałam pięć miesięcy. Cięłam się, bo bolało. Lepiej znoszę ból fizyczny od psychicznego. Zawsze tak było. Nadal jest, tyle że teraz gdy mam doła, nie sięgam po żyletkę. Najdłuższe przerwy były, gdy miałam chłopaka. W ciągu roku pocięłam się dwa razy. Później się z nim rozstałam. Bolało bardzo, zwłaszcza że już następnego dnia miał kandydatkę na nową dziewczynę i dziesięć dni po rozstaniu oznajmił mi, że chce z nią być. Obydwoje z mojej klasy. Obydwojgu nie przeszkadzało całowanie się w mojej obecności. Nie, wtedy też się nie pocięłam. Ale to była prawdziwa burza. Nie umiałam powstrzymać się od płaczu.
Kiedyś postanowiłam policzyć. Tak z czystej ciekawości. Ile osób, które znam, to robi. Wyszło mi około siedemnastu. W tym połowa z mojej klasy. Mam rocznikowo czternaście lat. Chodzę do pierwszej gimnazjum. Spora część mojej klasy robi sobie krzywdę. Jedna dziewczyna zrobiła to po kłótni z matką. Jeden raz. Następnego dnia w szkole powiedziała o tym pięciu osobom. Jeden chłopak zrobił to, żeby przekonać swoją dziewczynę, żeby przestała. Myślał, że go powstrzyma. Wiedziało o tym parę osób, które przy tym były. Jedna dziewczyna robi to z poczucia bezsilności. Inna, bo ma problemy w domu. Jeszcze inna zrobiła to raz. Nie wiem dlaczego. Kolejna chyba dlatego, że życie wydaje jej się bez sensu. Jedna z dwóch osób, które dostały ode mnie solidny ochrzan. I ostatnia osoba z mojej klasy. Chłopak. On z kolei w ten sposób rozładowuje emocje. Jego też ochrzaniłam. I to jedyna osoba, którą się przejęłam. Ktoś, kto uważa, że cięcie się jest głupie, może nie zrozumie, dlaczego się przejęłam.
Wiecie, po czym rozpoznać, czy ktoś się tnie na poważnie? Nie chwali się tym. Dzień po zrobieniu sobie krzywdy nie mówi pięciu osobom. Wiecie, co jest najzabawniejsze? Tylko jedna z osób, o których wiem, nie powiedziała mi. Sama zauważyłam, bo była nieostrożna.
Ten art nie do końca jest o głupocie ludzi, którzy się tną. Jestem hipokrytką. Otwarcie nie pochwalam tego. Prywatnie niby wiem, że to złe, ale nie jestem o tym przekonana. Otwarcie nie pochwalam, ponieważ uważam, że większość nie powinna tego robić. Wiele osób robi to z czystej głupoty. A ja?
Pytają, czy się tnę. Bez wahania odpowiadam, że nie. Nie ich sprawa.
Nie zawsze tak było. Kiedyś byłam jedną z osób, o których wszyscy wiedzieli, że się tną. Próbowałam przestać. Najdłuższą przerwę miałam pięć miesięcy. Cięłam się, bo bolało. Lepiej znoszę ból fizyczny od psychicznego. Zawsze tak było. Nadal jest, tyle że teraz gdy mam doła, nie sięgam po żyletkę. Najdłuższe przerwy były, gdy miałam chłopaka. W ciągu roku pocięłam się dwa razy. Później się z nim rozstałam. Bolało bardzo, zwłaszcza że już następnego dnia miał kandydatkę na nową dziewczynę i dziesięć dni po rozstaniu oznajmił mi, że chce z nią być. Obydwoje z mojej klasy. Obydwojgu nie przeszkadzało całowanie się w mojej obecności. Nie, wtedy też się nie pocięłam. Ale to była prawdziwa burza. Nie umiałam powstrzymać się od płaczu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz