czwartek, 13 lutego 2014

Blizny wracają.

Jednak gdy wróciłam do chaty, zastałam tatę tak przybitego, jak jeszcze nigdy dotąd. Okazało się, że po południu dzwoniła mama. Oznajmiła, że przemyślała wszystko, wraca za miesiąc i że do tego czasu ojciec ma się wyprowadzić z domu. Byłam w szoku. A on powiedział tylko: ”Chyba będziemy musieli się rozstać, córeczko…”. Płakałam i prosiłam, by pozwolił mi mieszkać z nim. On na to, że zobaczymy, ale mówił to bez przekonania. Pomyślałam, że pewnie i on ma mnie dosyć. Dziś wiem, że nie o to chodziło – po prostu wiedział, że nie będzie go stać na wynajęcie mieszkania tak dużego, by sąd uznał, że jest wystarczające dla nas obojga. No i bał się, jak zareaguje mama. Ale ja wtedy byłam zrozpaczona i zakładałam najgorsze. Uciekłam do swojego pokoju. Pod materacem czekało pudełko żyletek… Nie chciałam się ciąć po ręce, bo bałam się, że Mateusz zobaczy świeży ślad. Przesunęłam więc ostrzem po brzuchu… Raz, drugi… Ale tym razem nie dało mi to ukojenia. Płakałam tak długo, aż usnęłam. W nocy się obudziłam. Coś było nie tak, czułam to. Zapaliłam lampkę. Na pościeli była krew. Myślałam, że to z tych cięć na brzuchu. Ale nie. Krew leciała mi z lewego nadgarstka, było jej dużo. Musiałam przez sen rozdrapać sobie strupy. Zdarzało mi się to już wcześniej, bo gojące się rany swędziały. Teraz jednak wyglądało to groźnie. Po omacku poszłam do łazienki. Jakoś udało mi się zatamować krew, ale rano poczułam się tak fatalnie, że nie mogłam iść do szkoły. Znowu przysięgałam sobie, że już nigdy więcej… Wytrzymałam do wakacji. I wtedy, na początku lipca, spadł na mnie kolejny cios. Mateusz dostał stypendium w USA i miał wyjechać na pół roku. Wstydzę się teraz, gdy myślę, jak się zachowałam, kiedy mi to powiedział. Byłam załamana, groziłam, że jeśli wyjedzie, znowu się potnę, tym razem na serio. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Naprawdę go potrzebuję, gdyby nie on, w ogóle nie miałabym żadnej nadziei, że spotka mnie coś dobrego… Omal się wtedy nie rozstaliśmy. Mateusz był stanowczy. Powiedział, że wyjeżdża, bo to jest dla niego szansa, a ja nie mam prawa tak go szantażować. No i znowu wróciłam do żyletek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz