Ile masz lat?
Niedawno skończyłam 17.
Od jak dawna się tniesz?
Od prawie pięciu lat. Pierwszy raz zrobiłam to w szóstej
klasie szkoły podstawowej.
Jak to się stało?
Moja koleżanka z klasy pokazała mi, że to robi. Mówiła, że
jak się tnie, to jest fajnie – przechodzi jej złość, uspokaja się, nic ją nie
denerwuje. Chciałam spróbować, czy tak rzeczywiście jest.
Namawiała cię , żebyś spróbowała?
Nie, nie było potrzeby. Chciałam spróbować, czy to naprawdę
pomaga.
Nie bałaś się?
Nie, nie boję się takich rzeczy.
Jak sie zaczęło twoje samookaleczanie ?
Kiedyś źle się czułam, byłam bardzo zła na rodziców. Wzięłam
żyletkę i zrobiłam kilka krótkich kresek na lewej ręce. Popłynęła krew.
Spodobało mi się bardzo. Było tak, jak mówiła Magda – bolało, było dziwnie, ale
spłynął na mnie nagle ogromny spokój. Widzę krew, ona płynie po ręce, nic się
już nie może stać, nikt mnie już nie zdenerwuje, ani nie zrani.
Co było potem? Powtórzyłaś to?
Tak. Dość szybko uzależniłam sie od cięcia. Po niedługim
czasie był to już sposób na wszystko. Na złość, stres, smutek, poczucie
odrzucenia, niepowodzenia szkolne. Jak raz spróbowałam, tak już zostało.
To źle, że ktoś ci pokazał cięcie?
Nie. Gdybym nie wpadła na taki sposób, mogło być gorzej.
Może dziś już bym nie żyła. Dużo myślałam w tamtym czasie o samobójstwie. Gdyby
nie samookaleczenia, może bym się zabiła. To był dla mnie lek.
Był? Nie okaleczasz się już?
Chciałabym tak powiedzieć, ale nie mogę. Teraz robię to
rzadziej.
Boli?
Na początku strasznie boli. Potem, za którymś razem, coraz
mniej. Teraz nie boli prawie wcale. Bywa, że muszę zwiększyć dawkę, żeby poczuć
to samo uczucie błogości i spokoju. Muszę się ciąć głębiej i mocniej.
Lubisz patrzeć na krew?
Tak. Najbardziej lubię tą chwilę, gdy zaczyna płynąć krew.
Wtedy czuję niesamowity spokój, brak lęku, taką dziwną błogość. Jestem jak na
haju.
Czy okaleczałaś się na pokaz?
Tak, zdarzało się, że cięłam się na przykład w szkole, żeby
zwrócić na siebie uwagę, żeby pokazać to innym, żeby ktoś się mną zajął. Takie
kilka małych kresek na ręce lub dłoni.
Jak to wyglądało?
Zdarzało mi się pokaleczyć na lekcji, albo na przerwie.
Wtedy nauczyciele zwracali na mnie uwagę, wysyłali do pielęgniarki, rozmawiali.
Czułam się zauważona. Ktoś był na chwilę tylko dla mnie. Ale częściej robiłam
to w domu. Sama w swoim pokoju, wieczorem, siadałam z czymś ostrym i
dokonywałam podsumowania całego dnia. Wszystkich zranień, lęków, trudnych
sytuacji. I zaczynałam robić nacięcia na ręce. Czasem kilka, czasem
kilkanaście. Krew płynęła. Czasem płakałam. Taki magiczny rytuał przed
zaśnięciem.
Czy jesteś uzależniona od samookaleczeń?
Dobre pytanie. Nie wiem. Dawno tego nie robiłam, ale wiesz,
zawsze mam przy sobie coś ostrego. Żyletkę, nożyk od temperówki. Tak na wszelki
wypadek, gdyby był potrzebny, gdybym znalazła się w sytuacji, w której nie będę
mogła sobie poradzić z nadmiarem emocji. Wolę być przygotowana. Tak jest
lepiej.
W jakich momentach częściej się cięłaś?
Gdy pojawiały się trudne sytuacje w moim życiu, na przykład
w szkole gimnazjalnej, gdzie długo nie mogłam się odnaleźć. Częściej robiłam to
też jesienią i zimą. To pora, kiedy bardziej odczuwałam pustkę, smutek, złość,
ból. A im więcej się cięłam, tym gorzej się czułam. Taka jakby nakręcająca się
spirala. Robi się coraz gorzej, coraz więcej sie tniesz, więc robi się jeszcze
gorzej, więc trzeba się więcej i więcej ciąć.
Powiedziałaś, że robisz to rzadziej. Dlaczego?
Za namową znajomych zaczęłam chodzić na terapię. Mam bardzo
fajną panią psycholog, dużo mi tłumaczy i pomaga mi zmagać się z różnymi
problemami. Również z samookaleczaniem. Poza tym w moim życiu jest ostatnio
więcej spokoju. Może nauczyłam się trochę radzić sobie z emocjami. Chciałabym
przestać i nie robić tego więcej. Zapanować nad chęcią widzenia krwi.
Szukasz informacji na ten temat w internecie?
W pewnym sensie tak. Ale najczęściej szukałam informacji o
tym, jak się pociąć jeszcze skuteczniej. Bo założenie było takie, że chcę się
zabić. Przez podcięcie żył. Ale nigdy sie nie odważyłam.
Szukasz pomocy?
Czasem rozmawiałam z kimś na stronie chcesiezabic.pl. Tam
spotykają się ludzie, którzy niby chcą się zabić, ale tak naprawdę szukają
pomocy. No i pisałam bloga o sobie i swoich problemach. Korzystałam przez jakiś
czas z rozmów z psychologiem przez Internet, ale nie kontynuuję tego. Wolę
kontakt z żywym człowiekiem. Lepiej mi się wtedy rozmawia, gdy jestem blisko.
Co z twoją rodziną? Jak radzą sobie z tym twoi najbliżsi?
Starają się udawać, że nie ma tematu. Mama zapytała mnie
tylko raz, po wizycie w szkole. Krzyczała, była zła. A ja nie byłam jeszcze
gotowa rozmawiać. Potem już nie pytała. Tato nie ma czasu. Rodzeństwo uważa, że
po prostu jestem głupia. Tylko najmłodsza siostra często pytała. Ale była za
mała, żeby mi pomóc.
Jak sobie radzisz teraz ? Co robisz zamiast?
Uczę sie relaksować, oddychać spokojnie, wprowadzać do
swojego życia nowe, dobre rytuały. Czasem rąbię drewno, albo biegam do utraty
tchu. Więcej palę. Ale się nie tnę.
Co radziłabyś osobom, które chcą spróbować?
Nie próbujcie. To jest jak choroba, jak uzależnienie.
Szukajcie pomocy gdzie indziej. Wśród ludzi: najbliższych, przyjaciół.
Poszukajcie psychologa, który wyjaśni wam, dlaczego chcecie to zrobić i jak
tego uniknąć. Jak rozwiązać problemy, które skłaniają do okaleczania się.
Dla mnie najważniejsze było też zaakceptowanie mojego problemu przez przyjaciela. Tego, że starał się zrozumieć, dlaczego to robię i wspierał w tym, żeby zerwać z cięciem. Namawiał do zakończenia tego. I to jest możliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz